Głośniej
nad tą śmiercią
Maciej Stasiński
2010-02-26
Śmierć Kubańczyka powinni sobie wziąć do serca
przywódcy tych licznych krajów Ameryki Łacińskiej, którzy tylko z
powodu swojej - historycznie uzasadnionej - awersji do USA nie
potępiają reżimu kubańskiego jako tyranii.
Komunistyczna dyktatura braci Castro pozwoliła zagłodzić
się w więzieniu na śmierć kubańskiemu dysydentowi.
Orlando Zapata Tamayo, murarz, został skazany na 36 lat odsiadki, był
dręczony i katowany tylko za to, że upomniał się o
przywrócenie podstawowych wolności obywatelskich na wyspie.
Czego więcej trzeba, żeby społeczność międzynarodowa
postanowiła wspólnie uczynić coś, by położyć kres
stalinowskiej skamielinie na zachodniej półkuli?
Śmierć Kubańczyka powinni sobie wziąć do serca
przywódcy tych licznych krajów Ameryki Łacińskiej, którzy tylko z
powodu swojej - historycznie uzasadnionej - awersji do USA nie
potępiają reżimu kubańskiego jako tyranii. Choć sami
wolą żyć w demokracji, kubańską dyktaturę
zostawiają w spokoju, bo pozostaje ona symbolem udanego buntu Dawida
przeciw Goliatowi.
Powinny się tą śmiercią przejąć także te
europejskie kraje i ich przywódcy, których podobne antyamerykańskie
uprzedzenia lub zwyczajna obojętność na los 11 milionów
Kubańczyków skłaniają do wzruszenia ramionami, gdy mowa o losie
wyspy.
Dotyczy to przede wszystkim socjalistycznego rządu Hiszpanii, od wielu
lat zabiegającego o to, by demokratyczna Europa przestała sobie
zawracać głowę ciemiężonymi przez dyktaturę
Kubańczykami. By Europa zapomniała o sankcjach i upomnieniach, i
przeprosiła się z braćmi Castro dla "dobra obopólnej i
owocnej współpracy".
Cała nadzieja w tym, że teraz, po śmierci Zapaty,
hiszpański rząd już więcej w tej sprawie nie odważy
się działać. Albo że
nikt go już nie posłucha.
Maciej Stasiński