'Obama ma Realpolitik'
Komentarz
Zbigniewa Parafianowicza
W niedzielę
spotkanie z Dmitrijem Miedwiediewem podsumowujące
reset stosunków rosyjsko-amerykańskich.
W poniedziałek kolacja z chińskim przywódcą Hu Jintao i zapewnienia o strategicznych stosunkach z Pekinem. Podróż Baracka Obamy do Azji to ostateczny dowód na to, że
prezydent USA z doskonale sprzedającego się w mediach, marzącego o pokoju i harmonii
na świecie polityka idealisty wchodzi w buty twardo stąpającego po ziemi ucznia
szkoły realizmu politycznego.
Obama zdaje sobie sprawę,
że osłabione kryzysem i prowadzące
dwie wojny USA muszą układać się nawet z tymi, którzy nie
mają za sobą lektury "O demokracji w Ameryce". Bez nich
nie uda się
rozbroić z atomu Korei Północnej i Iranu, wynegocjować
nowego układu START, zakończyć wojny w Afganistanie czy ułożyć ładu gospodarczego na
dekady po kryzysie.
Rozczarują się postępowi zwolennicy Obamy. Laureat pokojowego Nobla oprócz tego,
że odpuszcza grzechy swoim partnerom
ze Wschodu, zawiera z nimi również deale, których nie powstydziłby
się znienawidzony
George W. Bush. To wzorowy demokrata, a nie wojowniczy neokon grzebie porozumienie klimatyczne. Bo od mantry o trujących gazach o wiele ważniejsza jest dla niego kondycja
rodzimego przemysłu.
Taka jest logika sprawowania władzy. Nawet w przypadku efektownych medialnie polityków takich jak Obama.
Zbigniew Parafianowicz